„Ojczulek Denke” – kanibal-morderca z Ziębic

Denke Kanibal

Wydaje się, że pewne makabryczne rzeczy mogą dziać tylko we współczesnych horrorach. Jednak to co stało się w grudniu 1924 roku, parę dni przed świętami Bożego Narodzenia w Ziębicach, wówczas w niemieckim Münsterbergu, wywołało ogromny szok i wstrząs w miasteczku. Karla Denkego postrzegano jako wzorowego obywatela, łagodnego, który opiekował się biednymi i postrzebującymi. Nazywano go czule „Ojczulkiem Denke”. Jednak to były pozory. W rzeczywistości okazał się kanibalem-mordercą, który handlował we Wrocławiu mięsem… ludzkim mięsem…

Ziębice przed 1945 rokiem należały do Niemiec i nazywały się Münsterberg. Było to spokojnie niewielkie miasteczko na Dolnym Śląsku. Prężnie się rozwijał się tutaj przemysł fabryka chemiczna, zakłady ceramiczne oraz spożywcze w tym słynna fabryka konserwa Seidla. W tym czasie było bardzo popularne mięso peklowane tzw. picke fleisch. Ponadto miasteczko mogło się poszczycić bujnym życiem kulturalnym.

Stare, niestety niezbyt dobrej jakości zdjęcie Karla Denkego

Karl Denke urodził się 12 sierpnia 1870 r. w Kalinowicach Górnych (niem. Oberkunzendorf) Jego ojciec był stosunkowo zamożnym rolnikiem. Karl był trudnym dzieckiem, sprawiał spore problemy wychowawcze i też jednym z gorszych uczniów. Uciekł z domu mając zaledwie 12 lat. Kiedy ukończył szkołę powszechną rozpoczął praktykę zawodową u ogrodnika.

W 1895 r. zmarł jego ojciec – gospodarstwo rolne przejął pierwszy syn, a Karl otrzymał pieniądze, za które kupił kawałek ziemi w Münsterbergu. Złe zarządzanie gospodarstwem doprowadziły do tego, że zmuszył był do jego sprzedaży. Kupił dom przy ulicy Teichstrasse 10 (obecnie ulica Stawowa), w którym wynajmował mieszkania innym osobom.

Dom Karla Denkego, około 1924 r.

Po I wojnie światowej nastąpił czas kryzysu gospodarczego i dewaluacja zmusiła Denkego do sprzedaży domu, ale się z niego nie wyprowadził. Nadal zajmował mieszkanie na parterze po prawej stronie. Należała również do niego szopa koło domu. Miał też sąsiadów. Po lewej stronie mieszkał nauczyciel Voigt, a na piętrze znajdowało się mieszkanie należące do rodziny kupca Gabriela.

Szopa Denkego, źródło: fotopolska.eu

W Münsterbergu Denke cieszył się nieposzlakowaną opinią. Był uważany za człowieka o dobrym sercu. Ludzie doceniali jego oddanie w stosunku do żebraków i bezdomnych, których żywił, a nawet gościł pod swoim dachem. Piszę o tym w swojej pracy dr. Lucyna Biały z Uniwersytetu Wrocławskiego:

Uchodził [on] za człowieka spokojnego, zrównoważonego, pedantycznego i pobożnego. Przez wiele lat na pogrzebach członków gminy ewangelickiej, do której należał, nosił krzyż.

Ponadto stronił od alkoholu, papierosów, a nawet od bliższych kontaktów z kobietami, nie awanturował się, wiódł spokojne życie prowincjusza. Nazywano go czule „Ojczulkiem Denke”. Były to jednak tylko pozory. Karl utrzymywał się z handlu skórzanymi paskami, szelkami, sznurowadłami, mięsem i kościami. Wyroby byt podejrzane i niewiadomego pochodzenia.

20 grudnia 1924 roku do Münsterbergu przybył bezrobotny czeladnik stolarski Vincenz Olivier. Postanowił przenocować w schronisku „Herberge zur Heimat”. W kolejnym dniu, aby zdobyć pieniądze zaczął żebrać po domach. W swej wędrówce trafił także na ul. Stawową nr 10. Od żony nauczyciela Voigta otrzymał datek w wysokości 20 fenigów. Lokator sąsiedniego mieszkania Karl Denke postanowił go zaprosić do siebie oraz obiecał 20 fenigów jeśli napisze list do jego brata.

Vincenz zaczął pisać, to co dyktował mu Karl. Kiedy usłyszał „Adolf, ty tłusty bebechu”, roześmiał się i odwrócił głowę. W tym samym momencie Denke zadał mu mocny cios motyką. Na szczęście nie był on śmiertelny. Żebrak zaczął krzyczeć o pomoc. Przybiegło dwóch sąsiadów, s Denke oskarżył Vincenza o to, że ten chciał go obrabować.

Niedługo potem o godzinie 13:00 zakrwawiony Vincent Olivier zgłosił się na posterunek policji w Münsterbergu i opowiedział o napaści Denkego. Policjanci sceptycznie odnieśli się do jego zeznań, gdyż włóczęga oskarżał „porządnego obywatela”, a policjant skomentował oskarżenia Oliveira:

„Karl Denke i mord, to jest naprawdę śmieszne”

Rannemu Oliverowi udzielono pomocy medycznej, a policja prewencyjnie postanowiła zatrzymać i doprowadzić Denkego na posterunek w celu wyjaśnienia sprawy. Postanowiono przesłuchać także sąsiadów Voigta i Gabriela. Karl Denke zeznająca na posterunku tłumaczył, że zaatakował Oliviera, gdyż ten po otrzymaniu jałmużny, chciał go okraść. Policja postanowiła go zamknąć w celi w celu dalszego wyjaśnienia sprawy. Sierżant Palke, o godzinie 21:30 zajrzał do celi Denkego. Denke powiesił się w celi na własnej apaszce.

Der Kannnibale Karl Denke nach seinem Suizid am 22. Dezember 1924 im Sarg. Die Aufnahme entstand in der Gerichtsmedizin Breslau.

22 grudnia 1924 roku, ciało Karla Denkego

22 grudnia rano Olivier został przesłuchany. Wkrótce okazało się, że nie był przesłuchiwany jako ofiara czy świadek, ale jako podejrzany o żebractwo i włóczęgostwo, za rok rok później został skazany na 10 dni aresztu.

Tego samego dnia 22 grudnia, krewni Denkego wystąpili o wydanie ciała samobójcy oraz zezwolenia na pogrzeb. Wydano ciało krewnym, a policja udała do mieszkania Denkego. Jednak jej celem nie było przeprowadzenie rewizji, lecz zabezpieczenie mienia.

Odbyła się to dokładnie w Wigilię, w dzień w którym powinno się cieszyć i radować. Niestety tegoroczne święta Bożego Narodzenia były jednak smutne i przygnębiające. Szalał wciąż kryzys, pieniądz tracił na wartości, dla zwykłej rodziny zdobycie czegoś porządnego do zjedzenia graniczyło niekiedy z cudem.

Policjanci udali się do domu samobójcy i dokonali makabrycznego odkrycia. To co zobaczyli w mieszkaniu Denkego, zaszokowałoby niejednego człowieka, a nawet stróża prawa, który wiele już wiedział, no ale czegoś takiego chyba jeszcze nikt.

W szafach policjanci znaleźli wiele pokrwawionych ubrań, w tym jedną spódnicę. Na parapecie leżały różnego rodzaju dokumenty ludzi, którzy wyszli z więzień lub szpitali.

Odkryto naczynia z zapeklowanym mięsem (analiza laboratoryjna wykazała szybko, że było pochodzenia ludzkiego), kości ludzkie przygotowane do obróbki termalnej. Znaleziono przyrządy do wyrabiania pasków, rzemyki i inne wyroby z ludzkiej skóry oraz 420 sztuk zębów. Okazało się, że Denke przerabiał nawet ludzkie włosy. Wykonywał z nich sznurowadła.

Znalezione ludzkie kości w domu mordercy

Dochodzenie ujawniło, że Denke sprzedawał swoje wyroby w handlu obnośnym, na co miał zezwolenie odpowiednich władz. Mięsem, za zgodą wrocławskich rzeźników, handlował we Wrocławiu. W czasie kryzysu każdy gram mięsa znajdował nabywcę. Sprzedawał ludzkie mięso jako „wieprzowinę” lub „cielęcinę”.

Narzędzia, które używał Denke

Policji udało się ustalić nazwiska 20 ofiar kanibala z Ziębic. Przypuszcza się jednak, że w swej mordu mógł zamordować nawet ponad 40 osób. Ostateczna liczba ofiar nigdy nie została i z pewnością nie zostanie już ustalona. Policyjni eksperci zauważyli, że Denke mordował jedynie przejezdnych, bezdomnych i żebraków, których nikt z rodziny później nie poszukiwał oraz wędrowne prostytutki.

Sąsiedzi Denkego niczego nie podejrzewali. Rodzina Gabrielów, która mieszkała nad nim co prawda słyszała od odgłosy piłowania i rąbania oraz widziała wylewano zakrwawioną wodę. Jednak członkowie rodziny uważali, że Denke mordował psy i koty oraz, że handlował ich mięsem.

Jak się okazało inni sąsiedzi w rozmowie z prasą podali, że dwa lata wcześniej był również zraniony żebrak przez Denkego. Jednak nie zgłosił się na policji, z obawy, iż pójdzie do wiezienia za włóczęgostwo.

Karl Denke został pochowany rano 31 grudnia 1924 r. w asyście policji w nie oznakowanym grobie w kącie cmentarza.  Jeden z miejscowych dziennikarz wyraził z tego powodu oburzenie pisząc:

„pochówek takiej »bestii« zbezcześci miejsce wiecznego spoczynku porządnych obywateli”

Zbrodnie Denkego wstrząsnęły opinią publiczną i przyniosła bardzo złą sławę Ziębicom, która nie cieszył jej mieszkańców. O zbrodniach ziębickiego kanibala było głośno w całej Europie. Wtedy też wyszło na jaw, że już w młodości uważano go za opóźnionego w rozwoju, a gdy był dorosły prowadzono postępowanie, które miało go ubezwłasnowolnić. Autorytety medyczne wypowiadały się też, że był to wypadek wyraźnej schizofrenii.

Około 1925 roku, pusty dom Denkego

Afera ta miała także poważne konsekwencje dla ziębickiego przemysłu. Najbardziej ucierpiała fabryka konserw Seidla, której zaszkodziła plotka, że wykorzystywała ona sprzedawane przez Denkego mięso czy też używała wody z terenów zatrutych trupami potajemnie grzebanymi przez mordercę. Wszystkie zakłady masarskie zanotowały spadek obrotów, a konsumpcja wyrobów mięsnych uległa poważnemu zmniejszeniu. Sprawę masowego mordercy z Ziębic starano się jak najszybciej wyciszyć oraz o niej zapomnieć.

W 1928 roku pole, ogród oraz szopa przy ulica Stawowej, do którego posesja należała do Denkego została wydzierżawiono przez miasto mieszkańcowi Ziębic niejakiemu Ratzky’emu. O dalszych losach domu nic nie wiadomo.

Wyciszanie okazało się na tyle skuteczne, że mimo rozmiarów zbrodni Karl Denke jeszcze do niedawna był jednym z najmniej znanych seryjnych zabójców.

Po drugiej II wojnie światowej Ziębice, które nie ucierpiały w czasie działań wojennych znalazły się w granicach Polski i zostały zasiedlone przez polskich osadników. Dom rzeźnika z Ziębic ciągle stoi. Zmienił tylko numer z 10 na 13. Od 1972 roku mieszka tu rodzina Janiny Szczepańskiej. W przydomowym ogródku jeszcze w latach 70 obecni właściciele odnajdywali ludzkie kości, których jest tam zakopanych pewnie wiele.

Drugie życie makabrycznej historii dała Lucyna Biały, która przygotowując „Katalog prasy śląskiej” kilka lat temu, trafiła na teksty o Denkem w starych niemieckich gazetach. Napisała referat o ziębickim kanibalu (choć fakt, czy Denke jadł mięso swoich ofiar, nie został w 100 procentach potwierdzony), a następnie wygłosiła go podczas popularnonaukowej konferencji w Ziębicach.

W ziębickim muzeum założono Denkemu nawet specjalną teczkę, w której gromadzone są wszelkie publikacje na jego temat. Pracownicy muzeum często też pokazują przyjezdnym celę, w której na okiennej kracie powiesił się morderca.

Dziś makabryczna postać ściąga do Ziębic dziesiątki turystów – gapiów, naukowców zajmujących się seryjnymi zabójcami, studentów piszących prace na ich temat


Literatura:

Armin Rütters: Historische Serienmörder III: Karl Denke – Der Kannibale von Münsterberg: Ein deutscher Serienmörder, Kirchschlager, 2013

Matthias Blazek, „Karl Denke”. Carl Großmann und Friedrich Schumann – Zwei Serienmörder in den zwanziger Jahren. Stuttgart, 2009, s. 133–34

Moira Martingale, „Cannibal Killers: The Impossible Monsters”, London: Robert Hale, 1993, s. 34–35

Na podstawie artykułu Lucyna Biały, „Z ciemnych kart Ziębic – masowy morderca i kanibal Karl Denke”

Reklamy

2 thoughts on “„Ojczulek Denke” – kanibal-morderca z Ziębic

  1. Historia naprawdę ciekawa, ale od czytania co chwilę odrywały mnie literówki i rozwalony szyk zdań. Błąd na błędzie, jak w tekście przepuszczonym przez Google translator.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s