Dodaj komentarz

W Wietnamie polski statek „MS Józef Conrad” zbombardowany przez Amerykanów

Statek MS Jozef Conrad

20 grudnia 1972 roku – polski statek handlowy  „MS Józef Conrad” został uszkodzony w czasie amerykańskiego bombardowania portu Hajfong w Wietnamie Północnym. W trakcie nalotu 4 marynarzy zginęło, a  4 następnych było rannych.  W ogarniętym wojną wietnamską, statek „MS Józef Conrad” wraz z innymi polskimi statkami „Kiliński” i „Moniuszko” od maja został uwięziony w porcie, który zaminowało amerykańskie wojsko.

„MS Józef Conrad” był to polski drobnicowiec należący do Polskich Linii Oceanicznych, będący służbie w latach 1961–1973.  3 maja 1961 roku statek ten zbudowano w jugosłowiańskiej stoczni Brodogradilište w Rijece jako ochronnopokładowiec. Był jednym z trzech planowanych statków przeznaczonych na linię południowoamerykańską. „Józef Conrad” został zwodowany 4 marca 1961 roku, a służbę rozpoczął 10 listopada tego samego roku. Z początkiem 1972 roku statek wyruszył w swój rejs, który okazał się wkrótce ostatnim.

31 maja 1972 roku, „Józef Conrad” zawinął do portu w Hajfong w Północnym Wietnamie. W ogarniętym wojną wietnamską porcie znalazły się zresztą jeszcze dwa polskie statki „Kiliński” i „Moniuszko”, przy czym dwa pierwsze stały w porcie, a ten ostatni na wewnętrznej redzie. Został tam uwięziony, razem z dwoma innymi wspomnianymi polskimi statkami, po zaminowaniu wyjść z portu przez amerykańskie lotnictwo. Według innego źródła, do zaminowania doszło jeszcze 9 maja, kiedy sześć A-7 Corsair II i trzy A-6 Intruders startujące z USS „Coral Sea” zrzuciły 36 tysiącfuntowych min Mark 52 i Mark 55. A więc wchodząc do portu, „Józef Conrad” musiał przejść nad minami.

W czerwcu część załóg polskich statków zwolniono do kraju, a na jednostkach pozostały załogi szkieletowe. W przypadku „Józefa Conrada” było to 25 ludzi, ale w chwili nalotu na pokładzie znajdowały się jeszcze trzy osoby: kierownik placówki Chipolbroku, przedstawiciel PLO oraz jego żona. Trzeba dodać, że Polska zachowała neutralność w sprawie wojny wietnamskiej.

Strona polska złożyła oficjalny protest przeciwko zaminowaniu portu. W odpowiedzi ambasador USA w Warszawie nieco bezczelnie tłumaczył, że: „Stany Zjednoczone rozumieją troskę Polski spowodowaną tym, iż polskie statki handlowe i polscy obywatele mogą być narażeni na trudności i niebezpieczeństwo” oraz „żałują, że konkretne kroki nie mogą być obecnie podjęte dla zapewnienia bezpiecznego wyjścia statków bandery polskiej z portu”.

Wyjaśniał także, że USA „pragną uniknąć jakiegokolwiek przypadkowego uszkodzenia polskich statków w strefie działań wojskowych”. Prosił też o przekazanie „wszelkich dostępnych informacji identyfikujących statki oraz ich dokładne miejsca postoju w porcie Hajfong”, sugerując, aby „w miarę możliwości statki nie były przycumowane bądź zakotwiczone w bezpośredniej bliskości instalacji wojskowych, takich jak zbiorniki paliwa, magazyny, stanowiska artylerii etc.”.

Pomimo mało satysfakcjonującej odpowiedzi strona polska nie zdecydowała się na bardziej energiczny protest – port został bowiem zaminowany na 3 tygodnie przed wizytą prezydenta Nixona w Warszawie. Władze polskie liczyły, że wizyta przyczyni się do rozwoju stosunków gospodarczych i zwiększenia amerykańskich kredytów, więc starały się nie rozdmuchiwać incydentu. Wstrzemięźliwe stanowisko Warszawy doceniał nawet amerykański ambasador mówiąc:

„Rząd USA ceni powściągliwość i umiarkowaną reakcję wykazaną dotychczas przez Polskę i w pełni podziela życzenie Polski, aby uniknąć jakiegokolwiek negatywnego wpływu na pomyślny rozwój stosunków polsko-amerykańskich”

Statek pozostał więc na następne kilka miesięcy w porcie w Hajfongu, który z końcem roku stał się jednym z głównych celów amerykańskiej operacji Linebacker II. W jej ramach armia USA nasiliła bombardowania Wietnamu Północnego. Działania te, przeprowadzone 18–29 grudnia (znane także jako „Christmas bombings”), były często oceniane jako największa amerykańska wojskowa operacja lotnicza od czasów zakończenia II wojny światowej.

Obraz „Farewell” („Żegnaj”) pędzla Marka Sarby przedstawia podniesiony z dna portu w Hajfongu zbombardowany i spalony polski statek m/s JÓZEF CONRAD, doprowadzony do Hongkongu w celu złomowania. Obok holownik ratunkowy KORAL.

20 grudnia nad portem panowała ciemna grudniowa noc, do świtu było jeszcze parę godzin. Dwudziestu pięciu ludzi z załogi polskiego ośmiotysięcznika spało w kabinach, podobnie troje gości.

Około godziny 4.30 nad portem rozległ się hałas silnika samolotu. Po chwili zrzucona lotnicza bomba zmiotła szalupę, przebiła poszycie pokładu łodziowego i wpadła do pomieszczeń załogowych, gdzie eksplodowała. Eksplozja wznieciła pożar, który wkrótce ogarnął całą nadbudówkę. Akcja gaśnicza była utrudniona, ponieważ ogień zniszczył statkowe agregaty, więc w gaszeniu pomagały jednostki portowe.

Na domiar złego niecałe pół godziny później nad portem pojawiły się kolejne samoloty. Tym razem ciężka bomba minęła kadłub, ale jej eksplozja w pobliżu lewej strony rufy wyrwała w burcie dziurę o wymiarach około 17 × 4 m. Ponadto wstrząsy spowodowały rozszczelnienie luku ewakuacyjnego i grodzi V ładowni. Statek nabrał wody, ale nie osiadł na dnie. Pierwszej pomocy rannym Polakom udzielono na nabrzeżu i stojącym obok radzieckim statku „Dwinogorsk”.

Niestety w wyniku bombardowania na miejscu zginęło trzech marynarzy: III oficer Stanisław Maliszewski (lat 41), III mechanik Adam Kaczorowski (lat 28) i steward Kazimierz Giertler (lat 27). Czwarty, starszy marynarz Roman Dudek (lat 38), zmarł siedem dni później w szpitalu w wyniku rozległych poparzeń. Kolejnych czterech marynarzy zostało rannych: elektryk Jan Chrościcki, st. marynarz Marian Fudala, motorzysta Ryszard Rusinek i lekarz Jerzy Turek.

Niestety nie wiadomo, jakiego dokładnie typu był samolot, który zaatakował „Józefa Conrada”, z którego lotniskowca wystartował, do której jednostki należał ani jaką dokładnie bronią ugodził polski statek. Najprawdopodobniej był to F-4 Phantom II, ewentualnie A-7 Corsair II lub A-6 Intruder, nieco mniej prawdopodobne, że F-8 Crusader. Samoloty te były na wyposażeniu grup lotniczych sześciu lotniskowców tworzących TF 77: USS „America” (CVA-66), USS „Enterprise” (CVAN-65), USS „Midway” (CVA-41), USS „Oriskany” (CVA-34), USS „Ranger” (CVA-61) i USS „Saratoga” (CVA-60).

Władze polskie podjęły działania wobec Stanów Zjednoczonych i tym razem pierwsze reakcje były bardziej zdecydowane. Do polskiego MSZ został wezwany chargé d’affaires ambasady USA w Warszawie, któremu 20 grudnia wręczono notę protestacyjną, stwierdzającą, że „zbombardowanie polskiego statku jest aktem pozostającym w jaskrawej sprzeczności z przyjętymi normami prawa międzynarodowego i obecnym stanem stosunków polsko-amerykańskich”. MSZ protestowało „przeciwko bezprawnemu zbombardowaniu statku polskiej marynarki handlowej, pozbawieniu życia obywateli polskich i zniszczeniu mienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Domagało się szczegółowych wyjaśnień i zastrzegało sobie prawo do dochodzenia odszkodowania.

Rząd PRL otoczył rodziny ofiar nalotu troskliwą opieką i zapewnił im pomoc materialną. Przedstawiciele władz wojewódzkich przekazali dla rodzin ofiar osobiste kondolencje od Edwarda Gierka, Henryka Jabłońskiego i Piotra Jaroszewicza. Ocalali członkowie załogi „Józefa Conrada” powrócili już do kraju.

Prawdopodobnie zbombardowanie „Józefa Conrada” nie było celowym działaniem lotnictwa USA, choć musiało być świadome, że znajduję się tam polska jednostka. W sprawie bombardowania przeprowadziło dochodzenie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA. Okazało się, że w związku ze skalą operacji nie jest możliwe ustalenie, który z samolotów zaatakował polski statek. A nawet, czy w ogóle to wojsko USA go zniszczyło.

W rzeczywistości Amerykanie nie mieli jednak wątpliwości, kto odpowiada za atak. Już 20 grudnia sekretarz obrony Melvin R. Laird zadzwonił do prezydenckiego doradcy Henry’ego Kissingera, mówiąc, że „mogliśmy trafić” dwa statki – jeden polski i jeden radziecki (w rzeczywistości poza polską uszkodzono dwie radzieckie jednostki).

Kissinger odparł, że przecież „powiedzieliśmy im [wojskowym], żeby tego nie robić”. Sekretarz obrony tłumaczył, że przy złej pogodzie i słabej widoczności wszystko mogło się zdarzyć. Dodał, że nie ma pewności, czy Amerykanie zbombardowali statek, jednak nie chciałby stawiać Kissingera w sytuacji, w której ten publicznie by temu zaprzeczał. Poza tą wymianą zdań obaj rozmawiający politycy więcej uwagi poświęcili samolotom amerykańskim zestrzelonym w czasie operacji niż konsekwencjom zbombardowania polskiej jednostki.

Amerykanie odpowiedzieli na polską notę z opóźnieniem – po 10 dniach. Wcześniej jednak Departament Rolnictwa USA poinformował o przyznaniu Polsce nowej linii kredytowej wysokości 35 mln dolarów (27 grudnia), oraz podpisano porozumienie o odroczeniu o kilka lat terminu spłaty części polskiego zadłużenia wobec USA (30 grudnia).

Dopiero po podjęciu korzystnych dla Polski decyzji finansowych Amerykanie przekazali odpowiedź na notę. Stwierdzili, że „przypadkowa szkoda pozostaje niefortunną możliwością wszędzie, gdzie prowadzone są działania wojenne i należy zakładać, że statki zawijające do Północnego Wietnamu w czasie takich działań przyjęły ryzyko takiej szkody”. Kluczowym fragmentem noty było stwierdzenie, że USA nie mają obowiązku wypłacenia odszkodowania „za straty doznane w związku z legalnym prowadzaniem działań militarnych”. Strona polska oczywiście zaprotestowała, ale w praktyce nie mogła poczynić żadnych kroków, które prowadziłyby do uzyskania rekompensaty od USA.

Nie ma dowodów na zawarcie nawet nieformalnego porozumienia (kredyty w zamian za wyciszenie sprawy statku), niemniej stanowisko polskie uległo znacznemu złagodzeniu po podpisaniu korzystnych dla PRL porozumień. Nie bez znaczenia pozostawał też zapewne fakt, że statek był ubezpieczony i Polska ostatecznie otrzymała odszkodowania od towarzystw asekuracyjnych, a „rodziny zabitych marynarzy oraz ranni i poszkodowani otrzymali odszkodowanie od władz polskich zgodnie z umowami zbiorowymi i zasadami ubezpieczeń”. W stosunkach z USA priorytetem były jak najlepsze relacje gospodarcze. Warszawa, zabiegając o kredyty, starała się unikać zadrażnień.

W kwietniu 1974 r. MSZ oceniało: „W obecnej sytuacji i atmosferze stosunków PRL–USA oraz ze względu na fakt, że otrzymaliśmy odszkodowanie od towarzystw asekuracyjnych, uważamy, że nie należy występować do USA o konkretne odszkodowania. Jak wiadomo, strona amerykańska stanowczo odrzuciła wszelkie roszczenia i podnoszenie tej sprawy w czasie, gdy otrzymujemy od USA korzystne kredyty – byłoby taktycznie niesłuszne”. Kilka lat później (w 1979 r.) w swoich „Dziennikach” Mieczysław F. Rakowski, pisał wprost: „Mówiąc wyraźnie: siedzimy w kieszeni Amerykanów. Potrzebujemy ich pieniędzy”. Rakowski powrócił do tego zagadnienia jeszcze kilka miesięcy później i dość obrazowo zauważał: „Na tym właśnie polega polityczna zależność od Zachodu. Skoro nas karmi pożyczkami, to nie wolno nam podskakiwać. Z kolei takiego podskakiwania oczekują radzieccy. Jesteśmy zatem między młotem a kowadłem”.

Sprawę nalotu polskie władze uznawały za zamkniętą. Inne zdanie miały natomiast rodziny ofiar i inni poszkodowani, którzy usiłowali wywalczyć odszkodowania, składając pozew przed amerykańskim sądem.

Inicjatywa i nagłośnienie sprawy w prasie amerykańskiej zbiegły się jednak w czasie z wizytą Edwarda Gierka w USA (październik 1974 r.). W efekcie w stanowisku zajętym przez polskie władze czytamy, że: „W świetle obecnej atmosfery w stosunkach polsko-amerykańskich oraz planowanej w br. wizyty w USA na najwyższym szczeblu nie wydaje się politycznie wskazane zgłaszanie naszych roszczeń rządowi USA”.

Warszawa, obawiając się niekorzystnego klimatu czy nawet odwołania wizyty, starała się „działać poprzez naszą ambasadę w Waszyngtonie na przyhamowanie sprawy”. Władze nie zaangażowały się także w sprawie pozwu składanego przez polskich obywateli – rozważały jedynie udzielenie nieoficjalnej pomocy prawnikom, jeśli o nią wystąpią. Zastrzegano jednak, że nie będzie żadnych działań oficjalnych.

Po nalocie pozostali członkowie załogi wyruszyli do kraju. Do Gdyni dotarli 31 grudnia 1972 roku. Uszkodzony „Józef Conrad” pozostał pod opieką przedstawiciela PLO oraz władz wietnamskich.

Po zaprzestaniu bombardowań Hajfongu przez USA władze miasta zwróciły się do PLO o usunięcie statku z portu. W tym celu do Wietnamu udała się delegacja Polskiego Ratownictwa Okrętowego pod przewodnictwem dyrektora naczelnego PRO kpt. ż.w. Wojciecha Babińskiego. Po dwutygodniowych problemach z uzyskaniem zezwoleń na przejazd z Hanoi do Hajfongu polskiej delegacji udało się w końcu dotrzeć do pozostawionego statku.

W wyniku oględzin stwierdzono przede wszystkim, że statek nie zatonął, nie osiadł na dnie i że zachował pływalność, aczkolwiek nabrał wody. Ładownie I, II i III nie nosiły śladów uszkodzeń, podobnie jak nadbudówka rufowa. W pokładzie łodziowym z lewej burty była dziura po bombie sięgająca pokładu głównego, a pokład ochronny między ładowniami miał perforacje od odłamków bomb lub rakiet.

Niektóre opracowania podają wręcz, że „Józef Conrad” został trafiony i zatopiony rakietami. Jednak opis uszkodzeń dokonany przez Wojciecha Babińskiego jednoznacznie wskazuje na trafienia dwiema bombami. Co prawda na mostku i na kominie widać było „dwa owalne otwory jak po przejściu pocisków lub rakiet, które nie eksplodowały”, ale nie były one powodem pożaru i zatonięcia statku.

Możliwe więc, że „Józef Conrad” został ostrzelany w którymś z kolejnych nalotów. Pożar wywołany bombardowaniem spowodował wypalenie się całej nadbudówki i pomieszczeń śródokręcia, a na dodatek w maszynowni i dwóch ładowniach (IV i V), do mniej więcej 2/3 ich wysokości, znajdowała się woda. Ponadto statek miał wspomnianą wielką dziurę poniżej linii wodnej oraz rozszczelniony kadłub.

W efekcie oględzin podjęto decyzję o odholowaniu statku na redę zewnętrzną (była tam większa przezroczystość wody, ułatwiająca prace poniżej linii wodnej), a następnie: uszczelnieniu kadłuba, wypompowaniu wody, zabezpieczeniu mechanizmów przed korozją i przygotowaniu statku do holowania. Następnie zalecano przeholować go do najbliższej stoczni, dokonać dokładnych ekspertyz i podjąć decyzję o odbudowie lub złomowaniu.

W trakcie pobytu delegacji PRO w Hajfongu Wietnamczycy wystąpili z wysokimi roszczeniami za akcję gaszenia statku. Wszystkie roszczenia zostały przez stronę polską odrzucone. Jednocześnie zapewniono, że statek zostanie możliwie najszybciej wyprowadzony z portu. W efekcie, zresztą zgodnie z zaleceniami po oględzinach, został on odciągnięty od nabrzeża i osadzony na dnie u wejścia do kanału portowego. Na pokładzie rozlokowano żołnierzy wietnamskich, którzy mieli dwa główne zadania: ochronę statku przed szabrownikami oraz walkę… ze szczurami. Ci pierwsi próbowali dostawać się na pokład, wspinając się po linach z kotwiczkami, i żołnierze nieraz byli zmuszani do otwarcia ognia.

Po powrocie polskiej delegacji do kraju podpisano pomiędzy PLO a PRO umowę dotyczącą wydobycia statku. Wynagrodzeniem za przeprowadzone prace miało być przelanie praw własności do „Józefa Conrada” z PLO na PRO. 27 sierpnia 1973 roku wrak statku został przekazany PRO i z Kanady do Hajfongu wyruszył holownik „Koral” w celu przeprowadzenia prac.

Dziury w kadłubie zostały uszczelnione betonowymi łatami, a woda z maszynowni wypompowana. 2 października 1973 roku statek przybył na holu do stoczni złomowej Yau Wing Metal Co. Ltd. w Hongkongu. Najwyraźniej w efekcie dalszych badań podjęto decyzję o nieodbudowywaniu jednostki, ponieważ na początku 1974 roku statek sprzedano stoczni złomowej w Kaohsiung na Tajwanie, dokąd w połowie marca przeholowano „Józefa Conrada” i wkrótce po tym pocięto go na złom.

Ofiary ataku zostały odznaczone pośmiertnie Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski oraz odznaczeniami północnowietnamskimi.


Literatura:

Jan Piwowoński: Flota spod biało-czerwonej. Warszawa: Nasza Księgarnia, 1989

Artur Dmochowski: Wietnam – wojna bez zwycięzców. Kraków: Wydawnictwo „Europa”, 1991.
Artur Dmochowski: Wietnam 1962-1975. Warszawa: Bellona, 2004.

źródła:

Facta Nautica – Polski statek zbombardowany i zatopiony przez Amerykanów – Wojna w Wietnamie

Facta Nautica – Wywiad z marynarzem, który przeżył zbombardowanie statku przez Amerykanów

Inne Oblicza Historia – Zbombardowanie Józefa Conrada

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: