Prawdziwa historia obrony Jasnej Górej

Jasna Góra 1655

Obrona Jasnej Góry, obraz Januarego Suchodolskiego

Dzisiaj przypada 360 rocznica obrony Jasnej Góry przed najazdem Szwedów. To historyczne wydarzenie obrosło w legendy i mity. Wersja Sienkiewicza przedstawia dzielnych zakonników, którzy pod wodzą ojca Kordeckiego przy dyskretnym udziale Matki Boskiej, heroicznie bronią klasztor z pieśnią na ustach przed Szwedzką nawałą. Ten mit zakłamuję historię, jest fałszywy i nie jest oparty na żadnych faktach. Warto się dowiedzieć jak naprawdę wyglądała obrona klasztoru oraz skąd się wziął ten fałszywy mit.

Należy cofnąć o kilka miesięcy. Sprawy w kraju nie miały się dobrze, panował chaos. Król Polski Jan Kazimierz ponosił klęskę za klęską. Wojska szwedzkie szybko i bez większego oporu opanowały tereny Rzeczpospolitej, w tym Warszawę i Kraków. Wiernopoddańcza postawa znacznej części polskiej szlachty i duchowieństwa zaskoczyła nawet Szwedów. Większość polskiej szlachty, zarówno katolików jak i protestantów witała wówczas Szwedów jak wyzwolicieli. Wiele osób pragnęło gorąco końca rządów króla, jezuity i kardynała Jana Kazimierza, który swoją szkodliwą polityką doprowadził do faktycznego rozpadu państwa, a roszczeniami do tronu Szwecji w znaczny sposób sprowokował szwedzką inwazję. Jan Kazimierz został zmuszony do opuszczenie kraju udając się na Śląsk.

Klasztor zakonu paulinów na Jasnej Górze w Częstochowie ( wówczas Częstochówka) w XVII wieku nie był twierdzą w ówczesnym systemie obrony. Nie dorównywał nawet w najmniejszym stopniu Kamieńcowi. Tak jednak jak większość klasztorów otoczony był murami obronnymi w obawie przed atakiem Szwedów. Nie miał też większego znaczenia strategicznego. Położony był wówczas niedaleko granicy ze Śląskiem, jednak nie pełnił funkcji obronnej, ani nigdy nie znajdował się w ówczesnym systemie granicznych umocnień. Powodem bynajmniej takich przygotowań nie była ochrona obrazu Matki Boskiej, wcześniej wywieziony z klasztoru w bezpieczne miejsce do Mochowa pod Głogówkiem z obawy przed przejęciem go przez Szwedów. Klasztor miał jednak pewne wartości obronne.

Położony był na wzgórzu otoczony murami dysponował 24 działami, w tym 12 ciężkimi. Jeszcze Przed opuszczeniem kraju król wzmocnił militarnie twierdzę jasnogórską (wprowadzenie dodatkowej artylerii o dużym kalibrze zasięgu). Miało to uzasadnienie wojskowe, ponieważ twierdza ta, wraz z innymi zamkami na jurze częstochowsko-krakowskiej, zabezpieczała królowi powrót do kraju.

Załoga liczyła kilkuset (najprawdopodobniej 200-300) nieźle wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy przez doświadczonego oficera Jana Pawła Cellariego (wówczas nieobecnego podczas oblężenia). Wśród załogi był m.in. Piotr Czarniecki, brat sławnego Stefana. Przed oblężeniem do klasztoru trafiło kilkadziesiąt nowych muszkietów. W klasztorze znajdowały się wystarczające zapasy żywności, wody i amunicji. Jeszcze trzeba też pamiętać, że jeszcze za Władysława IV klasztor znacznie wzmocniono, choć  Szwedzki generał Burchard Müller nazywał tę „twierdzę” jasnogórską „kurnikiem”.

Tymczasem w październiku 1655 roku ojciec Augustyn Kordecki udał się do Krakowa aby uzyskać dla klasztoru tzw. Salva Guardia gwarancję nietykalności. W zamian oddawał klasztor i zakonników pod opiekę Karola Gustawa i uznał w nim prawowitego króla Polski:

„Ponieważ całe królestwo polskie posłuszne jest Najjaśniejszemu Królowi Szwecji i uznało Go za swego Pana, przeto i my wraz ze świętym miejscem, które dotąd królowie polscy mieli we czci i poszanowaniu, pokornie poddajemy się Jego Królewskiej Mości Panu Szwecji, zgodnie z listem z dnia 28 października, nadesłanym nam przez Wielmożnego Posła Wittenberga. Nasze poddanie się ponawiamy w liście do Warszawy (do króla Karola Gustawa), na który łaskawej obecnie czekamy odpowiedzi. Jako wierni poddani Jego Królewskiej Mości Króla Szwecji, a naszego Najmiłościwszego Pana, nie myślimy podnosić więcej oręża przeciwko wojsku Waszej Dostojności”. (tj. gen. Müllera).

„Niechaj się dowie szanowna i szlachetna Dostojność Wasza, że nasz stan zakonny nie posiada prawa wybierania królów, lecz czci tych, których szlachta królestwa wybrała. Ponieważ Jego Królewską Mość Króla Szwecji całe królestwo uznaje i na swego pana wybrało, przeto i my z naszym miejscem świętym (…) pokornie poddaliśmy się Jego Królewskiej Mości Szwecji (…) Czcimy więc jako ulegli poddani Jego królewską Mość Szwecji, Pana naszego najłaskawszego, nie zamierzamy też podnieść zaczepnego oręża przeciw wojsku Jego Królewskiej Mości (…) Nasz klasztor (…) zasyła do Boskiego Majestatu modlitwy za bezpieczeństwo Najjaśniejszego Króla Szwecji, Pana i protektora naszego królestwa, jak i nas samych, których bynajmniej nie jest powołaniem opierać się potędze królów (…) Cokolwiek Jego Królewska Mość rozkaże, spełnimy. (…) Zanosimy ustawiczne modły do Boga i Najświętszej Bogarodzicy, czczonej w tym miejscu, o zdrowie i pomyślność Najjaśniejszego Pana, Króla Szwecji, Pana i Protektora naszego Królestwa…”.[1]

Mimo otrzymanych gwarancji, oo. Kordecki jednak odmówił polsko-szwedzkim oddziałom wstępu do klasztoru, ale prawdopodobnie motywem jego działania był strach przed zabraniem klasztornych kosztowności.

A więc jak naprawdę było z tą obroną?

W celu pacyfikacji pogranicza śląskiego Szwedzi zabiegali o umieszczenie swojego garnizonu w klasztorze, jednak paulini zaczęli powoływać się na regułę zakonną, mnożyli trudności i stawiali warunki. W rzeczywistości paulini obawiali się, że Szwedzi, zabiorą zgromadzone w klasztorze wota i relikwie. Szwedzko-polski oddział ( ok. 200 jeźdźców pod dowództwem hrabiego Jana Wrzesowicza – notabene katolika i byłego dobroczyńcy klasztoru) zażądał w dniu 8 listopada wstępu na teren klasztoru, lecz po odmowie odszedł bez żadnych konsekwencji następnego dnia do Wielunia.

Dopiero po 10 dniach szwedzko-polski oddział ponownie podszedł pod klasztor. Pod Jasną Górą znalazł się oddział liczący od 1500 do 2000 żołnierzy, z tego połowę (ok. 1000 żołnierzy) stanowiła polska jazda pod dowództwem Polaka, pułkownika Wacława Sadowskiego.  A więc siły Mullera wypadały przy obrońcach dość skromnie. Brakowało oddziałowi  artylerii, gdyż miał zaledwie 8 dział i to polowych,  więc o żadnym ostrzale klasztoru nie mogło być nawet mowy. Dopiero w końcu listopada pod klasztor dostarczono 3 lekkie armaty małego kalibru, które nie były w stanie uszkodzić muru klasztornego.

Przez pierwsze kilka dni nic się w zasadzie nie działo. Szwedzi nie mogli sforsować murów. Tymczasem trwały trwały też rokowania. Kordecki tłumaczył Mullerowi, że zdobycia Częstochowy nie obejmuje klasztoru, bo nie jest częścią miasta.

22 listopada gen. Muller napisał do króla list z prośbą o przysłanie ciężkiej artylerii, gdyż klasztor jest dobrze umocniony i nie ma szans na jego szybkie zdobycie. Nie mając środków na zburzenie muru, Muller ostrzeliwał klasztorne zabudowania granatami, licząc na wywołanie pożaru. Obrońcy nie pozostawali dłużni.

W nocy 25 listopada grupka pod wodzą Piotra Czarnieckiego zrobiła „wycieczkę” za mury. Zagwożdżono dwie armaty i pocięto paru Szwedów. To Polacy wspólnie ze Szwedami zaatakowali jasnogórski klasztor. Zresztą Sienkiewicz też o tym pisze. Dziwna to była wojna, bo paulini wpuszczali do klasztoru na msze święte Polaków, którzy byli w polsko-szwedzkich oddziałach, co oznacza, że byli tam również katolicy, a nie tylko protestanci. Ci Polacy walczący dla Szwedów przychodzący na nabożeństwa, mieli ponoć zachęcać obrońców do wytrwałości i przekazywali informacje o kłopotach w obozie oblegających.

O pierwszym zasadniczym etapie oblężenia możemy mówić dopiero 11 grudnia, kiedy ściągnięto większe armaty. Przez kilka dni trwał intensywny ostrzał. Szwedom udało się zniszczyć dwa działa i uszkodzić mur niewielkim stopniu.  Sytuacja była beznadziejna dla Szwedów. Zaczęło im brakować amunicji, robiło się coraz zimniej a morale siadały. Ponieważ atak górą nie wchodził w grę, spróbowano sforsować mury od dołu, w tym celu sprowadzono z Olkusza górników którzy mieli wydrążyć tunel i wysadzić mury.

Obrońcy w porę zorientowali się podstępie i 20 grudnia zorganizowali kolejną wycieczkę, wyrżnęli górników i zagwoździli kolejne dwa działa. Przez następne kilkanaście dni nic się nie działo. Dopiero 25 grudnia ponowiono kanonadę, ale na krótko., gdyż nadeszła ciężka polska zima. Ze względu na różnicę temperatur jedno z ciężkich dział pękło podczas wystrzału. Muller zdał sobie sprawę, że dalsze oblężenie nie ma sensu.

W wigilię 24 grudnia 1665 r Kordecki kolejny raz odrzucił żądanie wpuszczenia szwedzko-polskiego oddziału, a w dniu 27 grudnia Szwedzi odeszli spod murów klasztoru i było po wszystkim.

Wszystkie udokumentowane straty podczas „oblężenia” to: 16 stłuczonych szyb, trzy zabite konie, zniszczone koło od armaty, jeden poległy żołnierz, i trzech lub czterech zabitych cywili. Straty po stronie szwedzie były większe, ale nie przekroczyły zapewne kilkunastu osób.

A więc skąd się mit „heroicznej obrona\y” klasztoru?

Ojciec Kordecki był sprawnym politykiem i potrafił zadbać o PR. Krótko po oblężeniu napisał książkę pt. Nowa Gigantomachia, która jest czysta propagandą, bez większej wartości naukowej. Pomija niewygodne fakty jak zabieganie Szwedów o nietykalność wcześniej wspominaną czy też wyolbrzymia siły szwedzkie, a swoje umniejsza. A wynik oblężenia przypisał cudowi spowodowanemu przez Maryję, ale wcześniej wspomniano podczas oblężenia obraz nie znajdował się na Jasnej Górze, został uprzednio wywieziony w bezpieczne miejsce.

Te wydarzenia, a zwłaszcza umiejętnie budowana legenda w dużej mierze przyczyniły się do kultu jasnogórskiego. Okres po potopie był bardzo pomyślny dla Częstochówki, która szybko rozwijała się i rozbudowywała. Będący właścicielem wsi klasztor intensywnie zabiegał o rozwój osady. W 1717 roku klasztor otrzymał przywilej nadający Częstochówce prawa miejskie jako Nowa Częstochowa. Legenda procentowała. Przybywało pielgrzymów i kosztowności.

Niestety na tej pseudo dziele wzorował się Henryk Sienkiewicz pisząc Potop, utrwalając w społeczeństwie polskim obraz wielkiego oblężenia, niezwykłej odwagi obrońców i bohaterskiej postawy przeora Augustyna Kordeckiego.

„Nie wstąpi noga heretyka w te święte mury, nie będzie luterski ani kalwiński zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary”.

Tak zrodził się mit ku pokrzepieniu serc , który z historyczną prawdą nie ma zbyt wiele wspólnego. Później ten „Cud Jasnogórski” został zekranizowany przez Jerzego Hoffmanna w filmie „Potop”. Doszło nawet do tego, że w 2005 roku polski parlament złożył hołd „heroicznym obrońcom klasztoru”.

Niestety mit „heroicznej obrony jasnej góry” przez dzielnych zakonników wraz ojcem przeorem Kordecki wraz pomocą Matki Boski, więc kłamstwem, zniekształceniem historii. Jest to jeden z wielu przykładów jak się tworzy mity i fałszuję historii, gdzie mało jest w niej faktów. Historia powinna przedstawiać rzeczywiste fakty, a mity oparte na prawdzie.


Bibliografia

Ludwik Fraś, „Obrona Jasnej Góry w roku 1655” , Wydawnictwo: Napoleon V, 2015

Leszek Podhorodecki, Rapier i koncerz, Warszawa 1985

Mała Encyklopedia Wojskowa, 1967, wydanie I.

Przypisy:

[1] to cytat z historycznego dokumentu odnalezionego w szwedzkich archiwach (w 1905 roku) i opublikowanego przez szwedzkiego badacza  – Theodora Westrina.

Advertisements

2 thoughts on “Prawdziwa historia obrony Jasnej Górej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s